Kim chciałeś być, jak byłeś dzieckiem?


Ja pamiętam. Doskonale pamiętam te momenty, w których sadzałem w równym rządku wszystkie moje misie i uczyłem ich albo angielskiego, albo tańca, albo śpiewu. Pamiętam te szafy, stroje, kartonowe telewizory z których zapowiadałem pogodę. Wszelakie zajęcia z autoprezentacji, recytacji i tańca sprawiały mi wyjątkową frajdę. Od dziecka wiedziałem, że będę chciał uczyć. I momo, że podziwiałem, nadal podziwiam moich byłych nauczycieli (nota bene dzieci niektórych tych nauczycieli teraz uczę ja) to widziałem, że dodawanie, odejmowanie, wymowa obcych słówek, czy gramatyka to nie jest to. Z jednej strony chciałem prowadzić zajęcia, motywować dzieciaki i mieć wpływ na to, jakim torem one będą przebiegały. Z drugiej strony zdawałem sobie świadomość (nawet jako taki mały bajtel), że ławki i tablica to dla mnie za mało. 


No i stało się. Wyjątkowa propozycja nie do odrzucenia. Najpierw animator, potem instruktor, reżyser grup dziecięcych. Mam niezwykłą przyjemność i przywilej pracy w zawodzie o którym marzyłęm od dziecka. I mimo, że nie mam czasu na imprezy do białego rana, to wiem, że dobrze wybrałem. A dobrze wybrałem, bo większość moich rówieśników jest na etapie skręcania długopisów i rozdawania ulotek.

Mimo, że po drodze wydarzyło się tak wiele (taniec turniejowy, szkoła muzyczna) to od zawsze marzył mi się własny teatr dla dzieci i grupa taneczna. Dostałem od mojej rodziny przywilej bycia sobą i pogoni za WŁASNYMI marzeniami. Nie miałem być aktorem, reżyserem, instruktorem. Zaplanowano dla mnie zupełnie inną drogę. Ale na szczęście nie jestem sztucznym pionkiem, który spełnia ambicje moich rodzicieli. Nie muszę nim być. Odpowiednio wcześnie zauważono, że kierunek który dla mnie obrano wyjątkowo mi nie leży i warto te samą siłę i pasję, zaangażowanie włożyć w coś, w czym będzie mi dużo wygodniej.

Moi rodzice to zauważyli, nie przegapili tego momentu w życiu swojego dziecka - a TY?



Tutaj się rodzi pytanie do Was drodzy rodzice. Co Wy zrobiliście, robicie, zrobicie, aby Wasza pociecha nie zakopała swoich dziecięcych marzeń? Z doświadczenia wiem, że te kiełkujące marzenia z biegiem czasu (odpowiednio podlewane, przesadzane, nawożone) wyrosną na piękne drzewo pełne owoców. A Wy z dumą będzie mogli podziwiać zbiór plonów.