Co, jak nie przedszkole?

Co, jak nie przedszkole?

Przedszkolny szał ciał trwa w najlepsze. Wyczekiwania rodziców, modlitwy babć, zaklinanie deszczu - wszystko, aby tylko Nasze dziecko dostało się do szkoły lub przedszkola. No bo co jeżeli nie? 


- niania? (Pomoc domowa)... Nie wiem czy jeszcze istnieją nianie, które mogą mierzyć się z Mary Poppins.

- babcia/dziadek? No dobrze... Ale przecież dziadkowie nie zastąpią 8 godzinnego przedszkola, mimo najszczerszych chęci. Kiedy powyższe alternatywy zawodzą, to zabieramy swoje dziecko do pracy. Taaaa, tylko nieliczni maja ten przywilej i mogą sobie pozwolić na taki rarytas.

Zajęcia artystyczne? No ale przecież one są po południu. Fajna alternatywna, pod warunkiem że mamy z kim zostawić malucha w godzinach 8:00-16:00. Znam przypadki ( o zgrozo ), że pięcio letnie dzieci zostawały na trzy godziny same w domu. STRASZNE! 

Pozostaje Nam ostatnia opcja - kluby malucha, centra językowe, prywatne przedszkola. Mamy tam socjalizację z innymi dziećmi, profesjonalne zajęcia ( często gęsto bardziej kreatywne niż "normalne" przedszkole ), opiekę wychowawców i posiłki. Więc gdzie haczyk? Haczykiem jest cena, gdzie nie zawsze możemy sobie na to pozwolić.

Ale zaraz zaraz - przecież dostaniemy 500 zł. Czyli plan jest taki: Żony rodzą bliźniaki, to młodsze idzie do klubu malucha, a starsze zostaje z babcią. No bo jak inaczej ? 

A tak na poważnie to nie wiem czy się śmiać, czy płakać, że na jedno miejsce jest 10 chętnych w przedszkolach, a poważnych , rozsądnych alternatyw jest dosłownie niewiele ( przynajmniej u Nas w Zabrzu ).